czwartek, 7 marca 2013

Return to life

Po długim czasie nie obecności zebrałam siły i znów piszę.Choć ocieram łzę na myśl o ostatnich wydarzeniach staram się myśleć pozytywnie.Ostatnimi czasy dostałam niezłego kopa od życia i nie sądziłam że będzie miało to tak duży wpływ na moją psychikę.Okazało się jednak że przeceniłam swoją wytrzymałość.Po utracie pracy załamałam się i nie potrafiłam sobie z tym poradzić więc szukałam pocieszenia i ukojenia w jedynej najbliższej mi osobie.Po krótkim telefonie z prośbą o to by się pojawił w słuchawce leniwym głosem usłyszałam tylko: ...'' nie mam czasu i znów histeryzujesz''....No cóż po takich słowach zwątpiłam w to że ktoś w ogóle może mi pomóc skoro On też się odwrócił.Potem była impreza jedna druga i trzecia to co zobaczyłam na nich rozdarło mi serce.Siedząc samotnie w moich czterech ścianach zalewałam się łzami coraz bardziej pogrążając się niemal w obłędzie rozmyślałam o pracy i tym co było dla mnie najważniejsze.Zaczęłam odnawiać swój stary nawyk słuchania muzyki, która podobno jest lekiem na wszystko.Słuchając jednej z piosenek nabrałam śmiesznego przekonania że moje uczucia się wypaliły.Z tym przekonaniem żyłam sobie do końca tygodnia i zapominając o wszystkim zaczęłam wreszcie wychodzić do ludzi.Jednak jak się szybko okazało gdy przyszła sobota i zobaczyłam Jego serce znów zaczęło drżeć i cały misterny plan poszedł w diabły.Choć przez większość czasu starałam się nie okazywać uczuć ani emocji, które mną targały przyszedł moment kiedy złość,gniew, ból, samotność  poszła w niepamięć. Znów cieszyłam się tym że budząc się rano widzę Jego śpiącego obok tak niewinnie i tak słodko że mogła bym tak pozostać na zawsze.Niestety euforia nie trwała zbyt długo. Po spędzonym razem dniu i kolejnej nocy trzeba było się rozstać a wtedy ogarnęły  mnie znów przytłaczające myśli o pracy i tym jak potraktował mnie na imprezach i wtedy gdy go potrzebowałam.Powróciły zmartwienia złość i samotność.Z żalu, rozgoryczenia,bezsilności przestałam jeść praktycznie nie spałam i coraz częściej wychodziłam na przysłowiowe "jedno piwko''wracając w stanie nieważkości.Zalewałam to czego nie chciałam pamiętać ale następnego dnia było jeszcze gorzej kac,ból głowy i te cholerne myśli.Im bardziej starałam się zapomnieć powracały jeszcze głębiej wrzynając się w pamięć.Byłam blada niewyspana i... bezsilna. Na szczęście wtedy kolejny raz napisał do mnie mój Nieoceniony i wspaniały przyjaciel z którym rozmawiałam dość często tuż po....On jak zwykle tym swoim ''hej co tam '' rozbudził dawno już zapomniany uśmiech na twarzy.Każdym słowem przywracał mi wiarę w siebie i w to że będzie lepiej.Rozmowa z Nim choć przez gg sprawiała że powoli wracałam do żywych i gdyby nie Jego pomoc i pomoc mojej mamy a z czasem też przebudzonego chłopaka nie wyszłabym na prostą.Będąc niby na ''uboczu''w największej mierze zawdzięczam Mu swój uśmiech i choć skromny niepozorny jest jak wulkan życia, którym zaraża.Ja znów uśmiecham się i staram się z nadzieja patrzeć na kolejny dzień postaram się nie zmarnować tej energij  którą mi przekazał i w razie potrzeby zwrócić Mu ją ze zdwojoną siłą.Kończąc tą moją pisaninę powiem tylko jedno Jeśli będziesz to czytał PAMIĘTAJ ŻE ZAWSZE MOŻESZ NA MNIE LICZYĆ TAK JAK JA NA CIEBIE GDY NAJBARDZIEJ TEGO POTRZEBOWAŁAM DZIĘKUJĘ!:*

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz